poniedziałek, 17 stycznia 2011

Muzycznie

Przy szantach zazwyczaj piję wódkę, ale tym razem wrzucę coś zupełnie na trzeźwo.
Patriotycznie i marynistycznie ;)

wtorek, 4 stycznia 2011

Upewniłem się!

Jak napisałem wczoraj, na sylwestra miałem okazję obejrzeć film Scott Pilgrim vs the World, który uznałem za jedno z lepszych dzieł kinematografii, jakie ostatnimi czasy widziałem. Jednak znając siebie, postanowiłem Scotta obejrzeć raz jeszcze, tym razem jednak na trzeźwo.
.
.
.
.
.
Tak! Upewniłem się. Scott Pilgrim oglądany na trzeźwo jest równie dobrym filmem, co po wódce.

Tymczasem dzisiejszy dzień upłynął mi na czyszczeniu mieszkania i na dalszym remontowaniu naściennego wieszaka z lustrem, który skrobię i czyszczę już dobrych parę miesięcy, ale skończyć nie mogę. Niemniej robota dzisiaj poszła ładnie naprzód, jutro pewnie zdemontuję stare przedwojenne lustro (po którym niestety widać upływ lat) i zamówię nowe. Potem będę musiał dorobić parę elementów, pomalować i włala - za parę lat będzie wyglądał nieźle ;)

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Posylwestrowo.

Nowy Rok! Ha!
No dobra, ale to nic szczególnego. Za to ciekawy był sylwester. Obejrzeliśmy m.in. wraz z Zamaskowanym Anglistą film Scott Pilgrim vs the World - adaptację znanego w Ameryce komiksu. Choć podobno okazał się on wielką klapą finansową za oceanem, to obejrzałem go z prawdziwą przyjemnością - ma niezły humor, bawi się formą, odwołuje do motywów z gier i szeroko pojętej internetowej popkultury - i wprawił mnie w dobry humor na resztę wieczoru. Niestety zakończył się on już nie za przyjemnie, bo okazało się, że mój organizm za nic nie toleruje połączenia wódki i szampana. I w związku z tym pierwszego stycznia wróciłem do normalnego życia dopiero po południu.

Choć doznanie to było więcej niż nieprzyjemne, to miało też swoją pozytywną stronę - zresetowało mnie i czuję teraz rozpierającą energię i gotowość na nowe wyzwania. Chyba nigdy nie pisało mi się też relacji z meczu tak dobrze jak dzisiaj - lekko, łatwo i przyjemnie. Dobrze jest!

Z ciekawostek - dzisiaj na meczu podczas prezentacji drużyn, zawodnicy gości wyczytywani przez spikera wychodzili na parkiet przy znanym motywie z czołówki The Muppet Show (między 0.06 a 0.18). Cóż za ciekawy sposób na obniżenie morale przeciwnika ;)

sobota, 25 grudnia 2010

Wesołych Świąt!

Dla zaniedbanych czytelników.
Mam mało czasu na pisanie, bo remont mieszkania w którym zamieszkam zmierza ku końcowi i w związku z tym:

1. UPC - czyli kablówka i internet. Pełno przedświątecznych promocji. Więc trzeba wybrać ofertę, bo potem będzie gorzej i drożej. A może nie UPC tylko Multimedia? Hmmmm, a może Telekomunikacja Pols... nieee, bez jaj - do niej nie wrócę ;) Ale trzeba było przejrzeć wszystko. I to zżerało czas.

2. Okej, nowe mieszkanie, gdzieś trzeba tę kablówkę oglądać. Należę do tej grupy osób, które telewizję lubią. Jasne, więcej seriali i filmów oglądam na kompie, ale Teleexpess i mecze fajniej ogląda się na dużym ekranie i w towarzystwie. A towarzystwo będzie, bo moje mieszkanie pełnić ma również funkcję integracyjną. No ale telewizora nie ma - no to trzeba kupić. To babcia też powinna sobie kupić, bo wzrok ma słaby i lepiej stary kineskopowy zamienić na duży, nowy LCD. Czyli co? Kupujemy telewizory. Czyli co? Przeglądamy oferty, czytamy recenzje i tak dalej, i tak dalej. Warto wspomnieć, że są przedświąteczne promocje, więc trzeba się spieszyć i kupować szybko. I to zżerało czas.

3. No dobra, remont zmierza ku końcowi, trzeba zamówić kuchnię w IKEI. Hmmm jest promocja przedświąteczna - trzeba się spieszyć. Trzeba wybrać, trzeba wymierzyć, trzeba zamówić, trzeba... I trzeba siedzieć w domu jak przywiozą kupioną w paczkach. I to zżerało czas.

4. Hmmm w kuchni ma być zintegrowany piekarnik, płyta i zmywarka. Teraz są promocje. Plus od nowego roku wchodzi wyższy VAT. A to wszystko musi być kupione jak monterzy z IKEI przyjdą kuchnię składać. Trzeba szukać. I to zżera czas.

5. Idą Święta, trzeba szukać prezentów - wiadomo co to zżera.

6. Wigilia z różnych przyczyn posypała się organizacyjnie, więc do gotowania wysłano mnie. Mnie, który potrafię usmażyć jajecznicę jedynie ;) Ale debiut wypadł nieźle - wszyscy przeżyli :P

7. Co do sędziowania, to ostatnio siedziałem na czasie 24 sekund, a wcześniej miałem kilka protokołowań pod rząd z dzieciakami. Na szczęście w ostatnim grali seniorzy, więc obejrzałem kawał niezłej koszykówki.

8. Hmmm nie wiem co jeszcze napisać.

9. No dobra, jeszcze raz Wesołych Świąt :)

10. Przypomniałem sobie - drużyna przy której jestem korespondentem zakończyła swoją przygodę z zagranicznymi rozgrywkami, co oznacza, że o 1/3 spada ilość meczów, jakie opisuję. Pomijając fakt, że to mniej sportu do oglądania, to jest to także mniejsza ilość kasy dla mnie. Grrr, trudno, co zrobić.

Wniosek końcowy - ostatnio byłem bardzo zajęty. Ale mam nadzieję, że po Nowym Roku uda mi się wszystko poukładać i będę częściej się dzielił czymś ciekawym ;)

poniedziałek, 13 grudnia 2010

Da się? Da!

Ponieważ miałem kolejną przerwę, wyjazdowo-konferencyjną, to muszę teraz nadrobić i powspominać co się działo.

Dzisiaj opowieść z morałem, o tytule jak w tytule.

Przed wyjazdem na konferencję postanowiłem, że warto przy okazji poreklamować moją uczelnię. Jestem jednym z bardzo niewielu aktywnych i zaangażowanych studentów, niech ta aktywność przejawi się jeszcze w sferze reklamowej.

Postanowiłem kupić sobie koszulkę z logiem mojego uniwerku, coby ją założyć pod marynarkę w dzień wygłaszania przeze mnie referatu.

Pomysł świetny, teraz trzeba tylko znaleźć koszulkę. Sklep/ksero wydziałowe - nie ma. Drugie - nie ma. Okej, Wydział Nauk Społecznych - nie ma, a dziewczyna w kserze po przemyśleniu sprawy oznajmiła, że nie są informacją. Niech jej będzie. Ostatnia szansa - Prawo i Administracja - tam zawsze były. Dupa, nie ma. I co teraz? - myślę - Pójdę do rektoratu, może tam mi ktoś podpowie. Jednak w rektoracie spotkałem jedynie ochroniarzy, którzy nie potrafili mi pomóc. Ale skierowali mnie do Biura Promocji.
- A ha! - zakrzyknąłem - Tam musi coś być.
I faktycznie, grzecznie i miło objaśniłem mój problem pracowniczkom tegoż biura. One się zastanowiły, popatrzyły na siebie i w drodze wyjątku podarowały mi koszulkę z logiem mojej uczelni.
Da radę? Da!

Ale, ale - faktem jest, że jestem studentem zamiejscowym i związany jestem głębokim uczuciem z moim miastem rodzinnym. I dlatego stwierdziłem, że niezbędnie potrzebuję wpinki w klapę marynarki z herbem tegoż. Idę do informacji turystycznej przy oddziale Urzędu - nie ma. Okej. Idę do kiosku w centrum handlowym, gdzie często są różne tego typu gadżety. Nie ma.
Czas mnie gonił, więc wróciłem do domu i dzwonię do Urzędu Miasta. Objaśniłem problem kobiecie w centrali ("Jestem studentem, jadę na konferencję, potrzebuję wpinki" - autentycznie), ona przełączyła mnie do biura promocji miasta. Niech będzie. Tam znów opowiedziałem czego mi do szczęścia brakuje. Dowiedziałem się, żebym sprawdził w kiosku w Urzędzie Miasta - najlepiej żebym zadzwonił do centrali, tam mnie przełączą na Informację, a Informacja mieści się obok kiosku i może ktoś będzie tak miły, że się przejdzie i sprawdzi.
Nikt nie odbierał i wkurzona centrala dała mi numer bezpośredni do Informacji. Niedługo potem zadzwoniłem - dosyć miły facet przeszedł się do kiosku i wrócił z wieścią, że mają naklejki na samochód. Taaa, przykleję taką sobie na czole.
Pomyślałem - nie dam się. Zadzwoniłem znów do biura promocji - wydawało mi się, że głos w słuchawce jest przerażony moimi telefonami. Ale stwierdzili, żebym przyszedł do nich.
I co? I dostałem piękną, metalową wpinkę z logiem miasta.
Da się? Da!

Jaki morał? W tym państwie wszystko się da, o ile człowiek ma dużo samozaparcia i wytrwałości, o! ;)

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Komputer mi umarł.

I stąd taka przerwa. Padł zasilacz, zanim zaniosłem, zanim naprawili, potem musiałem donieść do poprawki i w sumie dopiero wczoraj mogłem go podłączyć i uruchomić.
Ufff...
Do opowiadania sporo, ale ograniczę się do jednego nietypowego zdarzenia:
Jestem w centrum handlowym i nagle spotykam znajomą muzułmankę, przebraną za aniołka, sprzedającą świeczki wigilijne, opłatek i sianko pod obrus i życzącą mi wesołych Świąt.
Dziwne.